Chojniczanka odpadła z Pucharu Polski po serii rzutów karnych. TVP przypomniała mecz z Widzewem z 1981

Dodane: 2026-03-05

Niestety, półfinał Pucharu Polski nie dla Chojniczanki Chojnice. Wczoraj (4.03) przegrała na wyjeździe po dogrywce w serii rzutów karnych 4-5 z III-ligowym zespołem Zawisza Bydgoszcz. W regulaminowym czasie był remis 1-1. Więcej o meczu na stronie MKS Chojniczanka oraz w skrócie meczu transmitowanego przez TVP Sport. W dniu meczu na stronie TVP Sport ukazał się artykuł pt. "Jak Zbigniew Boniek zatrzymał Chojniczankę Chojnice? Historia... rozwiązanego buta". Opowiada w nim o meczu w Pucharze Polski w październiku 1981 legenda Chojniczanki Stanisław Kuczkowski. 

W ciągu ostatnich dziesięciu lat Chojniczanka Chojnice aż czterokrotnie meldowała się w ćwierćfinale STS Pucharu Polski. O Chlubie Grodu Tura głośno zrobiło się już w… 1981 roku. Wówczas była o krok od sensacji i wyeliminowania ówczesnego mistrza Polski, Widzewa Łódź, ze Zbigniewem Bońkiem w składzie. – Naszą ambicją, chcieliśmy im dorównać. Po spotkaniu nasi kibice nam mocno gratulowali, chwalili, nie pozwalali, żebyśmy wrócili do autobusu – opowiada dla TVPSPORT.PL legenda Chojniczanki, Stanisław Kuczkowski.

Do 2013 roku Chojniczanka Chojnice nie grała wyżej w swojej historii niż na trzecim szczeblu rozgrywkowym. Kiedy władzę nad klubem przejęli Maciej Polasik i Jarosław Klauzo, o Chlubie Grodu Tura robiło się coraz głośniej. Nie było jednak tak, że przed ich działalnością klub nie istniał. W 1972 roku w 1/16 finału Pucharu Polski Chojniczanka sensacyjnie wyeliminowała pierwszoligowe Zagłębie Sosnowiec. Dziewięć lat później była o o krok od sprawienia jeszcze większej sensacji.

W sezonie 1981/1982, po wyeliminowaniu Wisły Tczew, rezerw Bałtyku Gdynia, Stoczniowca Gdańsk i Gryfa Słupsk, Chojniczanka w 1/16 finału Pucharu Polski trafiła na ówczesnego mistrza Polski. Jeszcze kilkanaście miesięcy wcześniej Widzew Łódź wyrzucał z Pucharu Europy Manchester United i Juventus. 

Spotkanie miało odbyć się 31 października o 11:00. Mecz został opóźniony ostatecznie o dwie godziny. Powód? Grający w Widzewie reprezentanci Polski: Zbigniew Boniek, Włodzimierz Smolarek i Władysław Żmuda wracali ze zwycięskiego towarzyskiego spotkania w Buenos Aires z Argentyną. W Chojnicach padał rzęsisty deszcz, ale to nie przeszkodziło w tym, aby na stadionie pojawiło się 15 tysięcy kibiców.

Już dwa tygodnie przed meczem wszyscy w Chojnicach mówili o przygotowaniach na Widzew. Wyjechaliśmy na trzydniowe zgrupowanie do Nachorza, zupełnie odcięci od kibiców. Kiedy nadszedł dzień meczowy i weszliśmy na boisko, to nie było jak przejść z szatni, tyle ludzi było – opowiada dla TVPSPORT.PL Stanisław Kuczkowski, legenda Chojniczanki, który uczestniczył w tym historycznym spotkaniu. 

W 37 minucie Chojniczanka sensacyjnie objęła prowadzenie za sprawą Jana Synoradzkiego, który niedługi czas po tym spotkaniu dołączył do Widzewa.

Dostałem z obrony piłkę na prawą stronę, głową przerzuciłem, a Janek poszedł z bramkarzem sam na sam i strzelił gola – opowiada Kuczkowski i wyznaje: – A później mogliśmy prowadzić 2:0, ale byłem samolubem. Kiwnąłem dwóch, zamiast wyłożyć piłkę, chciałem przymierzyć w prawy róg i bramkarz Klepczyński wybił ją na rzut rożny. Żałowałem, bo mogłem wyłożyć piłkę na pięć metrów i Czesiu Adamczyk na pewno by strzelił.

Radość Chojniczanki z prowadzenia trwała krótko. Zaledwie pięć minut później wyrównującą bramkę dla Widzewa zdobył Zbigniew Boniek, popisując się piłkarskim cwaniactwem.

Józkowi Laskowskiemu rozwiązał się but, a jeszcze akcji tam nie było. Wiązał but, Boniek poszedł jak po swoje i strzelił na 1:1. Dało się wyczuć, że jest wielkim piłkarzem. Tak samo Włodzimierz Smolarek. Szalał, szalał, ale nic nie zrobił (śmiech) – opowiedział nam Kuczkowski.

Bramkę na 1:2 straciliśmy bardzo głupio. Nasz obrońca blokował piłkę, która wychodziła już na aut bramkowy. Marek Filipczak mu ją wygarnął, po czym trafił do siatki – dodał Kuczkowski. Jak się okazało, było to trafienie na wagę zwycięstwa i awansu do kolejnej rundy. 

Mieliśmy zawodników z Chojnic i okolic, wszystkich wiosek. To była mocno skonsolidowana drużyna. Nie było grupek. Wszyscy funkcjonowaliśmy razem. Wiadomo, Widzew był tego dnia lepszy, ale my naszą ambicją chcieliśmy im dorównać. Po spotkaniu nasi kibice nam mocno gratulowali, chwalili, nie pozwalali, żebyśmy wrócili do autobusu. Pojechaliśmy na wspólny obiad z piłkarzami Widzewa, gdzie mogliśmy szerzej porozmawiać. Wypiliśmy po piwku i pojechaliśmy do domu – zwieńczył Kuczkowski.

Gdyby to spotkanie nie zostało opóźnione, Chojniczanka miałaby na swoim koncie największą sensację w dziejach klubu – opowiada najskuteczniejszy zawodnik w dziejach Chluby Grodu Tura, Andrzej Borowski, który nie był na starciu z Widzewem, ale pamięta z opowiadań ojca. 

Widzew w ćwierćfinale ostatecznie odpadł po rzutach karnych z późniejszym triumfatorem rozgrywek, Lechem Poznań. Chojniczanka na kolejny występ w 1/16 finału Pucharu Polski czekała do 2015 roku. Wówczas po serii jedenastek wyeliminowała ekstraklasową Arkę Gdynia. W tym samym sezonie dotarła do ćwierćfinału, gdzie przegrała w dwumeczu z Legią Warszawa. Od tego momentu Chluba Grodu Tura trzykrotnie zanotowała awans do ćwierćfinału STS Pucharu Polski. Za czwartym podejściem chce awansować do półfinału. Przeszkodą Zawisza Bydgoszcz, z którym nigdy jeszcze nie wygrała.

Klub zmienił się nie do poznania. Mój syn jedzie na mecz wspierać Chojniczankę. Oby zachowali koncentrację i wygrali. Wyniku nie podam, bo nie chcę zapeszać – podsumował Stanisław Kuczkowski.

Tekst TVP Sport, zdjęcia - Chojniczanka Chojnice.

Tagi: