Maciej Siembieda: Nie mam recepty na literacki sukces

Dodane: 2026-04-30

Pisarz Maciej Siembieda był gościem Miejskiej Biblioteki Publicznej w Chojnicach w środę 29 kwietnia. Autor mówił m.in. o źródłach historii, które opowiada w książkach, o najbardziej osobistym tekście oraz o swoich słynnych siedmiu notesach, w których ma zapiski z 30 lat pracy dziennikarskiej.

– „Nie mam recepty na literacki sukces. To, co robię, robię dla przyjemności. Całe życie byłem gadatliwy, lubiłem zbierać opowieści i je przekazywać. Stąd wybór zawodu dziennikarza. Zawsze myślałem też o tym, że na stare lata będę pisał szersze historie” – mówił Maciej Siembieda podczas spotkania w Czytelni MBP. Zadebiutował w wieku 56 lat. Od tego czasu pisze średnio dwie książki rocznie. Jak sam podkreśla, zawsze muszą one spełnić kilka warunków: – „Po pierwsze, wszystkie, bez wyjątku, muszą być oparte na faktach. Tylko prawda do mnie przemawia. Czasem śmieję się, że po tylu latach pracy dziennikarskiej ma się pewną ułomność: niedoczynność wyobraźni. Po drugie, muszą to być fakty nieznane, dlatego na pewno nie będę pisał o złotym pociągu czy bursztynowej komnacie. I po trzecie – powinno to być coś niewiarygodnego, co brzmi, jakby było niemożliwe”.

Podczas rozmowy prowadzonej przez bibliotekarkę Annę Marię Zdrenkę pisarz zdradził, skąd czerpie pomysły i inspiracje do niektórych książek. Jedną z historii poznał podczas spotkania autorskiego, o innej dowiedział się przypadkowo, dużo czasu spędza też w bibliotekach i czytelniach. Niektóre z opowieści pochodzą z jednego z jego słynnych siedmiu notesów, w których jako dziennikarz przez ponad 30 lat prowadził zapiski. A jak narodził się prokurator Jakub Kania, który ma spore grono wiernych fanek? – „W Opolu chodziłem do pracy ulicą Jakuba Kani i spodobało mi się to nazwisko. Kania jest antybohaterem, napisanym na złość tym wszystkim detektywom z trudną przeszłością. Jest trochę ślamazarny, to taki safanduła, marzenie każdej teściowej. Kania jest kurierem, który przynosi opowieść. Dla mnie ważna jest akcja, fabuła, a nie bohater” – tłumaczył Maciej Siembieda.

Gość sporo uwagi poświęcił najnowszej publikacji, czyli „Upiorowi” z cyklu z Jakubem Kanią, oraz najbardziej osobistej ze swoich książek – „Gołoborzu”. Wspomniał też o planowanej ekranizacji. Słuchacze chętnie włączali się do rozmowy, dzieląc się refleksjami i zadając pytania. Jednego z uczestników interesowało, czy Siembieda czyta innych autorów kryminałów. – „Cóż, tam jest ciągle ten sam schemat: zbrodnia, zagadka, zaskakujące wyjaśnienie. To nie dla mnie. Sam nie chciałbym też wymyślać takich historii. Znalazłem sobie niszę, jestem pozagatunkowy i to mi odpowiada. Jako czytelnik najchętniej sięgam po Żulczyka, Miłoszewskiego i Twardocha” – odpowiedział pisarz. Zdradził też, kto jako pierwszy czyta jego książki. – „To mój pies, któremu czytam na głos” – mówił półżartem. – „On co prawda niewiele mówi, ale ja wyłapuję zgrzyty i błędy. W niektórych kwestiach pytam też o zdanie żonę, ona ma dobrą intuicję.”

Ponieważ dzień przed wizytą w Chojnicach autor obchodził urodziny, nie zabrakło życzeń i drobnego upominku, który wręczyła wicedyrektorka MBP Weronika Sadowska. Siembieda żartobliwie zapowiadał, że w związku z osiągnięciem odpowiedniego wieku przechodzi na emeryturę i przestaje pisać – na to jednak z pewnością nie pozwoliliby wierni czytelnicy. – „Proszę zdradzić, czy przeglądał pan już swoje notesy i wpadł na jakiś nowy pomysł?” – pytała jedna z uczestniczek. – „Coś się wymyśli…” – uśmiechał się tajemniczo pisarz.

Spotkanie odbyło się w ramach akcji Dwa tygodnie z książką. Od Dnia Książki do Dnia Bibliotekarza. Jej organizatorami są Miejska Biblioteka Publiczna w Chojnicach i Stowarzyszenie LekTURa, a dofinansowana została przez Urząd Miejski w Chojnicach i Starostwo Powiatowe.

MBP w Chojnicach

Tagi: